Postanowiłyśmy z Iśką bardzo starannie przygotować się do naszej ,działalności zarobkowej - nie tylko rozwiesiłyśmy w całym mieście ogłoszenia, oczywiście kłócąc się wcześniej o ich treść, szatę graficzną i format, ale uznając, że tylko profesjonalne podejście do rzeczy zagwarantuje nam stałych klientów, nabyłyśmy w ciucholandzie dżinsowe ogrodniczki i jednakowe koszulki, jak również czapeczki bejsbolowe. Te ostatnie w celu małego kamufalużu, bo przecież może się zdarzyć, że nie będziemy chciały ujawniać naszej tożsamości. Przygotowania objęły także merytoryczną stronę przedsięwzięcia.
Właśnie spokojnie mierzyłam sobie przed lustrem nabytą odzież roboczą, próbując jakoś ozdobić strój apaszką fantazyjnie związaną na szyi, kiedy zadzwoniła Iśka
- Ty, książkę masz? – zapytała bez wstępów jednocześnie coś przeżuwając
- No mam, nawet kilka – odparłam zdumiona zerkając na biblioteczkę za plecami i zastanawiając się czy Iśka nagle straciła pamięć
- To super, bo ja nie mam żadnej – mlaskała dalej Iśka
- A co spaliłaś wszystkie? – zainteresowałam się uprzejmie
- W ogóle nie miałam – warknęła niecierpliwie Iśka
Przed oczami stanęło mi mieszkanie rodziców Iśki wypełnione książkami jak mała biblioteka, pomyślałam, że wariatom nie należ się sprzeciwiać więc czekałam na rozwój wypadków, który nastąpił:
- No dobra Ewa, to weź te książki i wpadaj do mnie, bo ja mam farbę na włosach i nie mogę, a wiesz grunt to fachowe przygotowanie.
- Wszystkie mam wziąć? – teraz już byłam niemal pewna, że moja wspólniczka w obliczu wielkich zysków zwyczajnie zwariowała. Pewnie to ciągłe farbowanie włosów jej zaszkodziło, nie wiem, może farba dostała się do mózgu mieszkami włosowymi i je uszkodziła?
- Weź wszystkie, ile ich masz?
- Iśka, zwariowałaś ja mam całą biblioteczkę książek, ciężarówką mam przyjechać, czy jak?
- Nie, no ty to naprawdę czasami sprawiasz wrażenie niedorozwiniętej – wyraźnie zdenerwowałam moją przyjaciółkę (ciekawe kto jest niedorozwinięty!) – po cholerę mi wszystkie twoje książki – kontynuowała wściekła Iśka - te o psach zabierz!
Tak więc okazało się, że Iśka chce poczytać coś o psach żeby się merytorycznie przygotować do spotkania z przedstawicielami różnych ras. Powędrowałyśmy do biblioteki zgodnie, w tym Iśka w chustce na głowie, bo jej włosy nabrały dziwnego odcienia zgniłej zieleni, po drodze wstąpiłyśmy po nową farbę. Ciekawe kiedy Iśka wyłysieje, nie żebym jej tego życzyła, ale tak logicznie rzecz biorąc…
Później zabrałyśmy się do wertowania obszernych publikacji opisujących rasy psów i mniej obszernych traktujących o psich charakterach. Jak się niebawem okazało należało raczej poczytać o charakterach właścicieli czworonogów…..











