Iśka zadzwoniła tradycyjnie niemal w środku nocy obwieszczając, że mamy braki w wykształceniu ogólnym i, ze ona, Iśka znaczy, ma zamiar nad nami popracować.
Trochę się przestraszyłam, bo genialne pomysły mojej przyjaciółki wielokrotnie wyłaziły mi bokiem, gdybym wiedziała, czym tym razem mi wylezą, to trzasnęłabym słuchawką i zabarykadowała drzwi.
Następnie Iśka poinformowała mnie, że przygotowuje dla nas "program odnowy kulturalnej" (skąd ona wzięła tę nazwę?!)
i na początek obejrzymy sobie klasykę w postaci filmu pod znamiennym tytułem “Mężczyźni wolą blondynki”. Skoro świt zjawiła się u mnie machając mi przed nosem płytą i tajemniczym pudełkiem.
Ziewając jak hipopotam powlokłam się do kuchni, żeby zrobić kawę, któż normalny funkcjonuje o godzinie 6 rano, jeżeli jest niedziela?
Mam dla ciebie prezent - uśmiechnęła się słodko moja przyjaciółka, co powinno mnie zaniepokoić, ale cóż godzina zrobiła swoje, więc tylko spojrzałam pytająco, tkwiąc oparta plecami o lodówkę w oczekiwaniu na wrzątek.
- Ta tam - zawołała tryumfalnie Iśka wręczając mi pudełko, które przyniosła.
- Co to jest? - niemal obwąchałam pakunek
- No otwieraj, ja zrobię tę kawę - zniecierpliwiła się Isia.
No to otworzyłam. Wewnątrz był preparat do rozjaśniania włosów.
Iśka potrząsnęła blond czupryną - no chyba nie chcesz oglądać filmu pt. “Mężczyźni wolą blondynki” będąc wypłowiałą szatynką?!
- Nie jestem wypłowiała - oburzyłam się, ale na wszelki wypadek pobiegłam do łazienki obejrzeć się w lustrze.
- Jesteś, jesteś - powtarzała jak papuga Iśka idąc za mną.
- I na dodatek skostniała, drętwa, bez polotu, chęci zmian - znęcała się zołza podczas gdy ja wtykałam łeb do lustra chcąc ustalić stopień wypłowienia.
Do łazienki wlazł mój brat, spojrzał z zachwytem na Iśkę - Iśka, ale masz super welę - mlasnął smarkaty.
- A widzisz?! - warknęła do mnie po czym wyszczerzyła się do namiastki mężczyzny - dzięki młody.
Kiedy godzinę później siedziałam z żółtawą papką na głowie usiłując czytać (film miałyśmy uroczyście obejrzeć po mojej przemianie) Iśka dalej marudziła - masz beznadziejne włosy, nic nie chwyta - grzebała w papce widelcem, bo grzebień gdzieś przepadł.
Po kolejnej godzinie, podczas której Iśka zrobiła sobie maseczkę, pomalowała paznokcie i wyskubała jedną brew zajrzał do nas ojciec, chodziło mu o bałagan w łazience, ale stanął w progu i zaniemówił
- tato? - rzekłam z niepokojem, bowiem mój ojciec z bardzo dziwnym wyrazem twarzy wpatrywał się we mnie
- Ewa tobie się dymi…z głowy…chyba - stwierdził niepewnie i zawołał mamę
Istotnie dymiło się ….
Mam na głowie coś. Tak właśnie coś, koloru nieokreślonego - żółte, miejscami białe, miejscami pomarańczowe. Włosy, a raczej to co z nich zostało, zrobiły się jakieś takie rozciągliwe, jakby gumowe. Skóra z głowy schodzi mi płatami i wściekle swędzi, na szczęście nie wyłysiałam, choć nie wiem czy to nie byłoby lepsze. Iśka pojechała do zaprzyjaźnionej fryzjerki po jakieś odżywki, maski, balsamy, ale nie wiem czy ją wpuszczę, bo czekając na nią obejrzałam “Mężczyźni wolą blondynki”, dobra muzyczna komedia z blondynką w roli głównej. Jednak w filmie obok Marilyn Monroe występuje także piękna, szelmowska brunetka Jane Russel, gdybym to wiedziała 2, 5 godziny temu. Tym razem pomysł mojej przyjaciółki wylazł mi włosami…











Komentarze
Jestem dumna z tego , że Jesteś....