Biedna Iśka, fakt, bywa wredna, ale tym razem jest mi jej naprawdę żal, siedziała u mnie prawie pół nocy, wysmarkała dwie rolki papieru toaletowego, wypiła pigwową nalewkę mojego ojca, następnie potoczywszy wokół pijanym spojrzeniem (tatuś nie żałował spirytusu) wystękała - zamów mi taksówkę. Czknęła, zalała się po raz setny łzami i zaczęła się rozglądać za czymś do smarkania, bo papier się skończył. Ponieważ jej wzrok niebezpiecznie utknął w moich zasłonach czym prędzej zadzwoniłam po taksówkę. Iśka zadowoliła się ręcznikiem papierowym.
- Nienawidzę ich - chlipała - nienawidzę tych fałszywych, dwulicowych padalców. Odprowadziłam ją do taksówki, wsiadając Iśka spojrzała na kierowcę z wyraźnym obrzydzeniem - no i tutaj także, siedzi taki, gapi się jakby co chciał - warknęła widząc pytające spojrzenie pana za kierownicą. Zanim zdążyłam zareagować, pan, najwyraźniej z tego bardziej ucywilizowanego gatunku męskiego, ze stoickim spokojem odparł
- może jestem zbyt wścibski, ale chciałbym wiedzieć dokąd mam panią zawieźć. Iśka na chwilę oprzytomniała - ee, na Huzarów proszę - wymamrotała i wcisnęła się w głąb fotela.
A jeszcze tego samego dnia w południe, Iśka z tajemniczym wyrazem twarzy siedziała naprzeciwko mnie w kawiarni Bajeczka
i pochłaniała cholernie słodkie tiramisu. Tak się składa, ze Iśka tiramisu jada tylko wówczas gdy jest zakochana.
- Słuchaj, poznałam go wczoraj w księgarni - rozpływała się - jaki on jest inteligentny - żebyś ty widziała jaką książkę kupował.
- No, wiesz kupowanie książki jeszcze nie świadczy o inteligencji - wtrąciłam nieśmiało
- Moja droga, to była jakaś książka Władysława Tatarkiewicza - tego filozofa.
- Iśka ja wiem kto to Władysław Tatarkiewicz - warknęłam
Wzruszyła ramionami - ja tak na wszelki wypadek. No i wiesz zaczęliśmy rozmawiać i tak jakoś wyszło, że zaprosił mnie na kawę i potem odwiózł do domu. Boże, jaki on ma samochód - moja przyjaciółka przepadła
z kretesem.
- Jaki ma samochód ?- zainteresowałam się uprzejmie, choć poczułam ukłucie zazdrości.
- Sportowy, czerwony, z czarną skórą w środku…i wyobraź sobie, on się we mnie zakochał od pierwszego wejrzenia, facet znaczy, nie samochód... - Iśka skrobała po pustym talerzyku łyżeczką po czym zaczęła rozglądać się za kelnerem - proszę jeszcze raz to samo - rozpłynęła się w uśmiechu
- Zwariowałaś? Będzie ci niedobrze - zaniepokoiłam się, bo dwa takie deserki to przecież murowane mdłości.
- Nie będzie, mój organizm potrzebuje cukru, jestem taka szczęśliwa-
Iśka zabrała się do drugiej porcji, a ja smętnie grzebałam łyżeczką
w galaretce. Nie jest to ładne uczucie, ale z każdą chwilą zazdrościłam jej coraz bardziej. Wiesz jak on do mnie mówi? Serduszko i patrzy tak czule.
- Czekaj, ale przecież znasz go dopiero dwa dni, zdążył cię już zapewnić o swojej wielkiej miłości? - powątpiewałam, bo wszak znam trochę facetów i wiem, że im raczej daleko do wyznań w ogóle, a co dopiero zaraz na wstępie.
Iśka spojrzała na mnie jak na kretynkę - czasami poznajesz człowieka
i masz wrażenie jakbyś go znała sto lat. Z nami tak właśnie jest, rozumiemy się w pół słowa, mówi do mnie serduszko, no a serce to co jest? - wycelowała we mnie łyżeczkę.
Narząd? - odparłam zdziwiona.
Sama jesteś narząd - z wyraźnym politowaniem spojrzała na mnie Iśka - to synonim uczuć, miłości, przecież nie mówisz serduszko do pierwszej lepszej osoby.
Niby nie - musiałam się zgodzić, w jakimś stopniu miała rację.
Nagle wzrok Iśki utkwił w facecie za szybą - to on wypiszczała na bezdechu, zaraz potem wypadła z kawiarni zostawiając mnie przy stoliku, już myślałam, że nie wróci, ale za chwilę zjawili się oboje - przyprowadziła obiekt swoich westchnień. Przystojny był, spojrzał powłóczystym wzrokiem i musiałam przyznać, że wcale się tej Iśce nie dziwię - sama bym się zakochała, na amen.
Usiadł, uprzejmie pokonwersowaliśmy, jak to zwykle bywa w podobnych sytuacjach, o niczym. Zamówił sobie kawę, Iśce lampkę wina, spojrzał na mnie i zapytał - a tobie serduszko coś zamówić?
Zamurowało mnie całkowicie, Iśka znieruchomiała z kieliszkiem w pół drogi do ust, w tym momencie zadzwonił jego telefon. Odebrał
- cześć Andrzejku, zadzwonię do ciebie serce później...












Komentarze