Iśka wsiąkła z kretesem, Pan Serce zaanektował moją przyjaciółkę zupełnie i miałam wrażenie, że odseparowuje ją od znajomych, a ode mnie szczególnie. Czasami dzwoniła szczebiocząc o swoim szczęściu i rychłym ślubie. O ślubie, moja przyjaciółka z zapędami feministycznymi. Naprawdę się o nią bałam, poza tym czułam się opuszczona, no i... tak, tak brakowało mi mojej dawnej zwariowanej Iśki...
Tymczasem u mnie w sprawach uczuciowych niestety trwała stagnacja, w ogóle we wszystkich sprawach trwała stagnacja, znajomi powyjeżdżali na wakacje, a ja tkwiłam w domu, miałyśmy wcześniej wakacyjne plany z Iśką, teraz jakoś już nie było mowy o wspólnym wyjeździe... Cóż wszyscy mnie rzucają, narzeczony, przyjaciółka, coś ze mną nie tak - popadałam sobie w depresję, czarną rozpacz i inne takie... W depresji niestety obgryzam paznokcie, z ulgą spojrzałam na swoje dłonie - zostało mi jeszcze kilka do skrócenia.., do pokoju energicznie weszła mama, stanęła w drzwiach, bokiem, z twarzą zwróconą do przedpokoju - robiła tak zawsze kiedy w moim pokoju był bałagan (a był monstrualny) twierdząc, że nie może na to patrzeć. Stanęła więc i obwieściła:- ciotka Renata przylatuje na trzy tygodnie, z Romcią, posprzątaj tu i pomyśl jak zagospodarować czas małej, nie wiem jak ojciec to przeżyje...
Spojrzała przelotnie na mnie i dodała - lepiej się zająć.. Czymś.. niż zamartwiać...
Już nie wiem co gorsze sprzątanie pokoju w trakcie depresji, czy zajmowanie się upiorną, wychowywaną bezstresowo amerykańską kuzynką lat 5... W zeszłym roku Romcia podczas pobytu u nas podpaliła biblioteczkę, spuściła w toalecie taty skarpetkę, zrobiła samoloty z ważnych dokumentów, no wcale się nie dziwię, że mama boi się o ojca... I ja mam niby wziąć na siebie dzikie pomysły smarkuli... Ha, depresja na coś się przydała, normalnie zareagowałabym gwałtownie, a tak ze stoickim spokojem pokiwałam głową... nieszczęścia chodzą przecież stadami... Z zadumy wyrwał mnie telefon - cześć kochana! - darła się w słuchawce Iśka swoim kochanym skrzekliwym głosem, jak dobrze ją słyszeć! Nie zapomniała o mnie!
- Cześć Isia, jak się cieszę! - zapiałam radośnie
- Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że pojutrze lecimy na Ibizę, na trzy tygodnie!
- o Boże Iśka, super, już myślałam, że umrę z nudów tego lata, tylko nie wiem co powie moja mama, miałam się zająć Romcią, tą z USA, ale trudno, jadę, tylko kurczę co mam ze sobą zabrać, strój muszę kupić i jakieś ciuchy, w Hiszpanii przecież będzie mnóstwo przystojnych facetów no i - Iśka przerwała moje podniecone tokowanie - Ewa, MY lecimy na Ibizę, ja i mój narzeczony....












Komentarze