Jestem nieprzytomna z niewyspania, Romcia zgodnie z zamysłem mojej mamy śpi w moim pokoju... i chrapie, jak prosię, jak stary facet, już sama nie wiem jak co.
Po prostu koszmarnie. Przez niemal całą noc gwizdałam, mlaskałam, szturchałam ją i nic nie pomogło. Skoro świt, to jest około 6 rano, Romcia zerwała się z łóżka radosna jak szczygiełek, włączyła na cały regulator wieżę i zaczęła podrygiwać. Następnie do pokoju wpadła mama, zdarła mi z głowy poduszkę i stwierdziła, że źle mnie wychowała, że jestem aspołeczna i powinnam
nie spać gdy goście wstali, bo nie wypada
zająć się gośćmi, bo wypada
pomóc jej przy przygotowaniu śniadania, bo jestem dorosła
nie pyskować, bo ciągle jestem dzieckiem
Następnie wyszła trzaskając drzwiami. Zwlokłam się z łóżka, w myślach udusiłam Romcię, zrzędliwie zapytałam czy ma katar, to w kwestii chrapania, ta zaś wzruszywszy ramionami odparła, że kataru nie ma, tylko przerośnięty trzeci migdał (no proszę, a ja się zastanawiałam jakim cudem to dziecko tak świetnie mówi po angielsku) i żebym nie przesadzała, bo chrapać to ona może dopiero zacząć. O Boże, może zacząć?! Niby to co zaprezentowała to było preludium, takie pianissimo?! Wyprowadzam się!W kuchni szalała ciotka Renata cała w zwiewnych fioletach i pełnym makijażu oraz moja mama ubrana odświętnie potykająca się w sylwestrowych szpilkach. - eee, to jakąś imprezę mamy rano? - zapytałam trochę zbaraniała, mama zmroziła mnie wzrokiem - idź się ubierz i ogarnij, nie rozumiem o co ci chodzi - warknęła, po czym zaczęła wykonywać jakieś dziwne ruchy ręką. Zrozumiałam, że mam wejść do spiżarki, no to inteligentnie wlazłam. Mama rzuciła w przestrzeń - Reniu, idę po brązowy cukier - weszła za mną i pomiędzy regałami wycedziła - nie przynoś mi wstydu, Renata od rana wygląda tak, jakby miała przyjmować gości, niech sobie nie myśli, że u nas to jakiś zaścianek, zrób się - dodała, patrząc krytycznie na moją rozczochraną czuprynę. Kurczę, ciotka czasami zachowywała się dziwacznie, ale teraz najwyraźniej zwariowała, a mamie się udzieliło... Ponieważ rodzicielka nastawiona była bojowo więc nie dyskutowałam, poszłam "się zrobić", szaleństwo ogarnęło wszystkich, ojciec do śniadania zasiadł w garniturze, tym co to go zakłada na pogrzeby. Po śniadaniu, przy kawie ciotka nieśmiało zapytała - Zosiu, czy nie masz przypadkiem jakiejś podomki i dodatkowych pantofli, bo zapomniałam sobie zapakować i już dwa dni męczę się w pełnym rynsztunku? Tak lubię pochodzić sobie rano w piżamie, mam nadzieję, że wybaczycie mi taki poranny luz, bo widzę że u was jakieś inne teraz zwyczaje...












Komentarze