Zupełnie nie mogę zająć się sobą, moja rodzina najwyraźniej postanowiła przestać być wzorcową i mówiąc obrazowo staczamy się po równi pochyłej. Ojciec dalej szaleje, kupił sobie powycierane jeansy, podniszczoną skórzaną kurtkę i buty na dziwacznej podeszwie. Do tego dołóżmy krucze włosy, srebrny sygnet, upiorne pekaesy i dwudniowy zarost - efekt straszny, w przypadku kobiety mówi się chyba "dzidzia - piernik"... Mama chodzi przybita, prawie z tatą nie rozmawia, nasza zastawa stołowa natomiast zdecydowanie uległa zubożeniu, co jakiś czas mama, dla rozładowania emocji, rzuca talerzem, przytomnie odkładając do szafki te z kompletu po prababci...
- Ale ty mi Ewa powiedz, co mu się stało (ojcu znaczy) ? - chlipała mama, na zmianę z trzaskaniem talerzami.
- Mamuś, to na pewno przejściowe, może druga młodość? Podobno każdego faceta taki kryzys dopada - starałam się ją jakoś pocieszyć.
- Kryzys? Ja mu dam kryzys, ojciec rodziny, szef firmy, poważny człowiek, cholera jasna - fuczała mama łupiąc zmiotką w skorupy talerzy i tłukąc je na drobno.
Jedynie brat bawi się świetnie, rechocze po kątach i twierdzi, że wreszcie nie jest nudno. Ja to chyba wolałabym żeby było... Tymczasem zamknęłam się u siebie i próbowałam zapanować nad zawartością szafy, która znowu
w niepojęty sposób wywędrowała na środek pokoju, podobno proste czynności domowe, wpływają uspakajająco na skołatane i skomplikowane wnętrze, na mnie niestety, chyba wpływają odwrotnie, a więc telefon Iśki przyjęłam jak zbawienne zrządzenie losu.
- Słuchaj mam pomysł, może byśmy wybrały się nad morze? - szczebiotała zapalona podróżniczka, która dwa dni temu wróciła z Ibizy, tj. chciałam powiedzieć z lotniska w Warszawie.
- Hm właściwie, dlaczego nie? - odparłam ostrożnie czekając na drugie dno, bo
w przypadku Iśki owo drugie dno było standardem.
- To super, super, odpoczniemy, nagadamy się i w ogóle będzie bosko! Znalazłam tanie kwatery w Kołobrzegu! - ekscytowała się Iśka
Pomyślałam, że może nie ma drugiego dna...
- No to co kochana, jedziemy, bo muszę rezerwować? - piała Iśka
- Pewnie, że jedziemy - odparłam myśląc, że właściwie wszystko jest lepsze niż siedzenie w tym siedlisku patologii rodzinnej.
- Ależ się cieszę !! Acha, tylko wiesz, pojedzie z nami moja mama i babcia, ale nie będą nam przeszkadzać - wyrecytowała szybko Iśka i rozłączyła się.
Jasna cholera, no to mamy drugie dno. A nawet trzecie....












Komentarze