Wyjazd do Kołobrzegu zbliżał się nieubłaganie, normalnie szalałabym, popadając w coraz większą rozpacz próbując skompletować odzież niezbędną, wskazaną i pożądaną. W kwestii tej ostatniej moja szafa nic mi nie mogła zaoferować, ja jednak nie pognałam, co niewątpliwie uczyniłabym gdyby mój ojciec nie rozpoczął swojej dziwacznej krucjaty na rzecz równouprawnienia, do sklepu by robiąc na karcie debet bliski wyjącego i błyskającego na czerwono maksimum, zakupić coś wymarzonego.
Otóż nie, teraz zachowywałam się zupełnie inaczej, chociaż ciągle sama byłam w szoku, to głównie zajmowałam się łkającą mamą, zapominając niejako o tak ważnym elemencie życia jak odpowiednia stylizacja, zwłaszcza w sytuacji gdy się poszukuje kandydata na męża. Poprzedniego dnia tata kupił sobie motor. Pomalowany na pomarańczowo model Kawasaki stanął w garażu obok auta. Mama omal zawału nie dostała, braciszek zawył z zazdrości, a ja nie wiedziałam jak się zachować, bo szczerze mówiąc ten motor bardzo mi się spodobał, ale rzut oka na trzymającą się za serce i spazmującą mamę przystopował mnie nieco w ujawnianiu zachwytu.
Ojciec przesiadł się na motor, ja natomiast postanowiłam skorzystać z okazji
i do Kołobrzegu wybrać się samochodem. Trochę się bałam, bo nigdy nie wyjeżdżałam w charakterze kierowcy tak daleko, ale przecież miałam wsparcie
w postaci dwóch kiepskich kierowców - Iśki i jej mamy Buby. Na razie jednak trwały przygotowania, a Iśka dzwoniła średnio co godzinę - Ewaaa, a co bierzesz na wieczór? - najwyraźniej nie miała na głowie patologii rodzinnej jak ja.
- Tę koronkową sukienkę, w kolorze szmaragdowym - odparłam mechanicznie, podając mamie dwudziestą chusteczkę (w ciągu godziny).
- O fajnie - wyraziła, o dziwo, aprobatę Iśka - no i?
- Co "no i" ? - zdziwiłam się, jak się okazało głupio.
- No i co jeszcze? - zniecierpliwiła się Iśka - ty chyba głupia jesteś, chcesz wziąć tylko jeden wystrzałowy ciuch, jedziemy przecież na dwa tygodnie?!
- A prawda, na dwa tygodnie - jęknęłam, uświadamiając sobie ten fakt i wyjątkowo przyznając rację Iśce w kwestii stanu mojego umysłu no i wtedy wpadł mi do głowy pewien pomysł...
- Tak, tak oczywiście wiem, że jedna wieczorowa kreacja to za mało, ale właśnie wybieramy się z mamą do miasta na zakupy, coś na pewno zdobędę - zakończyłam entuzjastycznie.
Tymczasem mama zamarła w trakcie głośnego wydmuchiwania nosa - My się wybieramy?!- zapytała głosem nasączonym łzami jak gąbka, najwyraźniej rozpacz nie przeszkadzała jej w drobnym i nieszkodliwym podsłuchiwaniu rozmów swojej pierworodnej.
- Tak mamuś, my się wybieramy, jestem taka rozbita, że sama sobie nie poradzę - odparłam knując pewien przewrotny plan.











Komentarze